poniedziałek, 2 listopada 2009

Spętana boskość

Kolejna nowa płyta starego zespołu. Jakiś wysyp ostatnio, ja nie wiem. Nieważne, jest i tyle. Natomiast mamy tu coś, z czym się dawno nie spotkałem. Pierwszy raz od długiego czasu album jest w zupełnie innym stylu niż starocie, a mimo to... jest niezły. Pewnie sporo osób będzie chciało mnie zlinczować, ale co tam. Postaram się powiedzieć coś na swoją obronę. Rozpoczynamy więc sprawę...
Alice in Chains - "Black Gives Way to Blue"

To dość powszechna praktyka, że zawsze porównujemy nowe albumy do poprzednich. W tej kwestii, nowe Alice in Chains nie ma najmniejszych szans ze starociami. A to smutne, bo nowość wcale najgorsza nie jest. Problem polega na tym, że ja się tam nie mogę dopatrzeć tych starych kudłaczy od "Man in the Box".
Nowe Alice in Chains nie brzmi jak Alice in Chains. Skądś to znamy, nie? Tylko że tutaj różnica polega na tym, że płyta jest wcale nie najgorsza. Słychać niestety, że zespół sporo stracił wraz ze śmiercią Staley'a. To był naprawdę charakterystyczny człowiek, ze świetnym głosem. Za to też pochwała należy się pełnoprawnemu już wokaliście, Williamowi DuVallowi. Nie jest łatwo zastąpić takiego człowieka, zwłaszcza w tak popularnym zespole. Trzeba mu przyznać, że radzi sobie naprawdę dobrze. Zasługę na pewno ma tutaj coraz wyraźniejsza zmiana stylu grupy. Już jakiś czas temu odcięli się od grunge'u, ale tutaj z całą pewnością zatarli stare ślady. Nie powiem, żeby wyszło im to na dobre, ale też źle nie jest. Ciekawi mnie, że Cantrell zdecydował się na samodzielne nagrywanie gitary w studiu, a DuVallowi zostawił tylko koncerty. W sumie nie zmieniło to znacznie brzmienia, ale jednak jakoś mi to nie pasuje. Jakieś złe przeczucie czy coś. Co do samej gitary, czuć to całkowite przejście na hard rockowo-heavy metalowy styl. Brzmienie jest ciężkie i rytmiczne, a jednocześnie nie straciło melodyjności. Bardzo lubię taka gitarę i tutaj duży plus. Perkusja i bas pozostają mocno w tle. Żadne nie wyróżnia się praktycznie w ogóle. Cóż, ich zadaniem jest grać dla zespołu i to wychodzi im świetnie, więc więcej nie wymagam.
Płytę polecam jak najbardziej. Starzy fani kapeli mogą mieć wątpliwości, ale dla mnie ten album ma swój charakter, jest inny, ale też bardzo dobry. Nie ma za bardzo czego się czepiać, mi zostaje tylko słuchać dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz