wtorek, 10 listopada 2009

Epicko nie było, ale jest całkiem nieźle

Po ostatniej serii porażek nie pokładałem zbytnich nadziei w tym zespole. Na szczęście znów się pomyliłem. Chociaż nie jest tak dobrze jak bym chciał, da się to jakoś przeżyć, wiec pozostaje mi przedstawić to w dobrym świetle. A co to takiego? A proszę bardzo, przedstawiam Wam...

Epica - "Design Your Universe"

Simone Simons w wieku piętnastu lat dostała swoją pierwszą płytę Nightwisha. Efekt tego wydarzenia widzimy do dzisiaj. Epica jest dość typowym zespołem grającym tzw: "Symfoniczny metal", co polega na ciężkim i szybkim metalu plus operowy śpiew. No powiedzcie szczerze, kto nie słuchał "Wishmastera"? Ten oto zespół czerpie wyraźne inspiracje, ale nie kopiuje. Co ważniejsze, inspiracje te bierze od starego Nightwisha z Tarją na czele. I na całe szczęście.
Powtórzę, że nie spodziewałem się wiele po tym albumie. Nowy gitarzysta, wywalony wcześniej z God Dethroned(black metal, no no, ciekawie), wokalistka wyglądająca jak urwana z ulicy Czerwonych Latarni, no i oczywiście inspiracje inspirowane byłym zespołem Turunen. To wszystko trzymało mnie chwilę z dala od tej płytki, ale w końcu się przełamałem. Nie żałuję, bowiem całość okazała się dobra. Nie świetna, nawet nie bardzo dobra, ale na pewno dobra. Zaczyna się oczywiście od wstawki orkiestralnej, ale słuchając dalej zaczęło mi się podobać. Największą wadą są chyba momenty growlowane. Widać tu mocne wpływy Isaaca Delahaye, jakby nie było do niedawno gitarzysty black metalowego. Fakt faktem, muzyka jest szybsza i nieco cięższa niż początkowo się spodziewałem. Simone jednak ma bardzo dobry głos, na pewno wyćwiczony przez lata ciężkiej pracy. Świetnie pasuje do muzyki granej przez resztę zespołu i daje naprawdę duży plus do całości. Kolejną rzeczą dość negatywną dla całości jest dłużyzna. Chociaż utwory bywają zróżnicowane, niektóre trwają po kilkanaście minut. Akurat tutaj nie brzmi to najlepiej. Zmiany rytmu, melodii i całego konceptu kilka razy na kawałek robią raczej kiepskie wrażenie.
Ciężko zdefiniować ten album za pomocą miarki dobry-zły. Ma sporo świetnych aspektów, ale i całkiem dużo kiepskich fragmentów, wiele jest do dopracowania. Ale oceniam, że tę płytę warto było przesłuchać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz