niedziela, 30 sierpnia 2009

Dobry, Zły i Nieumarły

Przyznaję szczerze, że po zespole określającym się gatunkami "Goth'n'Roll" czy "Sleaze metal" nie spodziewałem się dużo. Cóż, jeśli chodzi o gatunek, to takie nazwy są po prostu śmieszne i raczej mnie zniechęcają. Ale czasem trzeba się przełamać. Siadam więc do płytki... Posłuchacie tej historii, drogie dzieci, która opowiada o:
The 69 Eyes - "Back In Blood"
Historyjka ta zaczyna się bardzo szczęśliwie. Otóż ta płyta, pomimo śmiesznego tytułu okazała się naprawdę dobra. Zaskoczenie bardzo pozytywne, bo już na początku album przypadł mi do gustu, nie jest szczególnie skomplikowany ani żadne to "szukanie nowych dróg ku doskonałości". Jest to po prostu bardzo fajna płytka.

Zaczęło się oczywiście od wyśmiania kilku aspektów płyty. Już sam gatunek jest "ciekawy", ale poczekajcie do tytułów poszczególnych utworów: "The Good, The Bad & The Undead" czy "Dead Girls Are Easy" położyły mnie na glebę na kilka dobrych minut. OK, po otarciu łez śmiechu czas w końcu posłuchać muzyki. Włączam pierwszy kawałek... Po dwóch minutach przyłapuję się na machaniu głową w rytm i próbach podśpiewywania refrenu. Naprawdę wpada w ucho. Melodyjne, szybko wchodzi do głowy i słucha się naprawdę miło. Podobnie z drugim kawałkiem, i trzecim, i czwartym, i kolejnymi... Kiedy w połowie płyty zostałem brutalnie wezwany przez Rzeczywistość(To stamtąd przywożą mi pizzę) do sklepu, po drodze już nuciłem sobie "We Own The Night". Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony całością albumu. Są oczywiście zapychacze, ale są też naprawdę fajne kawałki. Album jest dość równy, nie ma niczego co by mnie szczególnie zniechęciło. Trafiła się i balladka, ale akurat ona nie jest zbyt udana.
Jeśli chodzi o poszczególne części zespołu, to jednak będę musiał się trochę czepiać. Gitarzyści bardzo ładnie podzielili się obowiązkami. Prowadząca jest bardzo melodyjna i naprawdę przyjemna, często zahaczająca o rock'n'rollowe brzmienia , zaś rytmiczna ciężka i doskonale spełniająca funkcję rytmiczną, co z kolei nadaję jest charakter hard rockowy. Pracę gitar oceniam więc bardzo dobrze, wszystko jest przemyślane i zgrane. Bas nie wyróżnia się niczym specjalnym, po prostu doskonale wykonuje to, co bas powinien. Perkusja również niezbyt skomplikowana, ale dzięki temu możemy lepiej wczuć się w gitary. No i jest jeszcze wokal. I tutaj mi zgrzyta. Koleś naprawdę nie ma złego głosu. Sęk w tym, że jest po prostu źle dopasowany. Najczęściej próbuje śpiewać jak wokalista rockowy, ale nie do tego ma głos. Jak dla mnie trochę nazbyt kojarzy się z klimatami Moonspella czy Amorphis. Nadawałby się do muzyki cięższej, a tutaj radzi sobie nie najgorzej, ale mogłoby być lepiej.
Na zakończenie mogę po prostu polecić ten album. Naprawdę warto go przesłuchać, bo można w nim znaleźć sporo fajnych kawałków, których pewnie będzie się słuchać jeszcze długo po poznaniu tej płyty.

piątek, 28 sierpnia 2009

Oszustwo? To oddajcie stare Małpy!

Panie i panowie, przypada mi wątpliwy zaszczyt przedstawienia Wam czegoś, co w kategorii "Najnudniejszy Album Muzyczny 2009" miażdży przeciwników pod każdym względem. Tak tak, dobrze słyszycie, oto zespół, którego fanki byłby w stanie zabić za woreczek ziemi, po której stąpał wokalista tegoż zespołu. Oto prezentuję Wam...
Arctic Monkeys - "Humbug"
Nowa płyta Małp jest po prostu porażką na każdej linii. Inaczej nie mogę tego określić. Choć będzie ciężko, postaram się wymienić czemu ta płyta tak mnie zraziła.

Ok, zaczynamy przesłuchanie. Leci pierwszy kawałek... Wrażenie? Nudny. No dobra, gdyby był to zapychacz na "Favourite Worst Nightmare" Może bym się nie czepiał. Kompozycja niezbyt skomplikowana i nieciekawa. Jeśli chcieli nagrać spokojny kawałek, ok, jest wolny, jakby cichy, niby taki relaksujący. Tyle że po dwóch minutach staje się to denerwujące. I nagle, na koniec, jakaś wstawka, w której nawalanie losowo w instrumenty kończy utwór. Ballado-podobne coś zdecydowanie nie wyszło. Dobra lecimy dalej. Drugi utwór... Kopiuj wklej co napisałem przed chwilą. Kawałek jest zbudowany prawie identycznie. Nuda, zapychacz, masakra. Na koniec również bezsensowna wstawka instrumentalno-młóckowa. Z każdym kolejnym kawałkiem jestem coraz bardziej zawiedziony, a wręcz wkurzony. Przyznaję, czekałem na nowy album. I spodziewałem się czegoś lepszego. A tu wszystko jest nagrane jakby bez serca, w ogóle nie ma szału znanego z poprzednich płyt. Kompletnie nic nie wpada w ucho. W miarę dobrze zapamiętałem tylko pierwszy kawałek, bo tam jeszcze próbowałem się skupić. Potem już Wszystko brzmiało tak samo. Szybko przestałem rozróżniać, gdzie kończy się jeden kawałek a zaczyna następny. Jako całość oceniam to jako naprawdę niesamowite rozczarowanie i po prostu klapę. Jeśli natomiast rozłożyć to wszystko na części...
Nie wiem, co zrobili Alexowi, ale głos mu się zmienił, i to zdecydowanie na gorsze. Nie że fałszuje czy coś, ale totalnie zmienił ton i styl śpiewania. Jeśli chodzi o gitarę, to chyba za bardzo próbowali się podłączyć pod style funkowe. Niby fajna, ale zupełnie inna niż wcześniej, i na dłuższą metę przynudzająca. Basista znalazł naprawdę fajny rytm i za to trzeba go pochwalić. Natomiast za inspirację godzinnymi utworami techno nalezy go wykastrować. Bas ma identyczną linię na całej płycie. A nie, sory, na jednym kawałku trochę przyspieszył. Jedyny muzyk godny pochwały to Matt Helders, perkusista. Nie było to nic nadzwyczajnego, ale było dobre, a nawet bardzo. Zwłaszcza, jeśli porównać jego prace do reszty chłopaków z zespołu.
Podsumowując, płyty nie polecam w żadnym wypadku, zwłaszcza fanom Małp. Zawiedli mnie już drugi raz z rzędu(pierwszym zawodem był oczywiście koncert na Openerze), przez co zaczynają tracić mój szacunek. Jeśli wydadzą następną płytę, owszem, przesłucham. I wtedy zadecyduję, czy dla mnie skończyli się po dwóch albumach, czy jeszcze mają szansę na rekonwalescencję. Póki co, bliżej są tego pierwszego.

sobota, 15 sierpnia 2009

Mat-fiz-rock

To będzie pierwszy wpis, ponieważ pomysł przyszedł mi do głowy już jakiś czas temu, a nie jest to recenzja/relacja, więc ustawienie czasowe nie ma znaczenia.

Twierdzenie Pattona (Pełna nazwa: "Twierdzenie Ciciego i Vraela Na Temat Boskości Mike'a Pattona")

Patton = BÓG
Oto główne twierdzenie. Teraz trzeba to udowodnić. Najprościej więc będzie więc odjąć jakiś stały parametr. Zróbmy więc tak:
Patton - Bóg = ?
A teraz załóżmy, że dwie małe litery tego samego typu tworzą jedną dużą tego samego typu co małe
2(óg) = ÓG
BÓG - Bóg = óg
Teraz pomnóżmy to razy dwa
2BÓG - (2B + ÓG) = ÓG
I zaczyna się prosta matma
2B + 2ÓG - (2B + ÓG) = ÓG
2B + 2ÓG - (2B + ÓG) - ÓG = 0
2B + ÓG - (2B + ÓG) = 0
2B + ÓG - 2B - ÓG = 0
0=0
Równanie tożsamościowe, więc równanie ma wartość dodatnią (pozytywną)

Właśnie udowodniliśmy, że Mike Patton jest BOGIEM.
Vrael

PS. Wiem, jestem pojebany, i bardzo się z tego cieszę.

A więc...

...nie zaczyna się zdania od "a więc". Ale kogo to teraz obchodzi.
Blog ten powstał jako mierna podróba bloga mojego kumpla, Ciciego. Wracając do tematu, nazwałem go Hybryda, gdyż będzie tutaj niezła mieszanka recenzyjno-relacjowa. Głównym tematem będzie zapewne muzyka(płyty, koncerty, festiwale), bo tutaj mamy największe pole do popisu i możemy się nieźle wyżyć mieszając z soczystym błotkiem nowe albumy wykonawców, którzy i tak nie wiedzą, że ktoś taki jak ja o nich pisze. Dalej mamy filmy, czasem seriale, książki, gry(z rzadka nawet te odpalane na PCie) i generalnie takie formy rozrywki nazywane niekiedy "sztuką". Na chłopski rozum, jak uznam, że o czymś warto napisać, to napiszę, więcej chyba mówić nie trzeba. Oczywiście, większość z tego będą stanowiły właśnie recenzje różnych nowości, ale zdarzy się czasem jakiś nie-recenzyjny wpis.

Jeśli chodzi o muzykę, przyznaję bez bicia: rocka i metalu będzie tu co nie miara, ale spokojnie, jak znajdę coś dobrego w innych klimatach, to i węgierski psychodeliczny folk opiszę. Z filmów zaś pewnie będzie więcej horrorów(oby jak najmniej amerykańskich) i sporo ciekawostek raczej nie wyświetlanych w Multikinie, czyli dużo Europejskich(głównie Czeskich) produkcji nie-kasowych. Książki: fantastyka, fantastyka i dla odmiany fantastyka. I raczej mało popularnych rzeczy jak Pratchet, bo jego przecież każdy zna i recenzji jego powieści jest nawet za dużo. No i z rzadszych rzeczy, to i pewnie znajdą się gry, ale raczej te "materialne". Jestem maniakiem RPGów, planszówek i karcianek, więc takich rzeczy również możecie się spodziewać. No i jak mówiłem, to co mnie zainteresuje, to opiszę.

Ale co tu dużo gadać, lepiej zabrać się do roboty. Do opisania w czasie najbliższym będzie sporo rzeczy. Zaczynając od większych wydarzeń jak Płock Cover Festiwal czy Metal Time Fest, przez nowości muzyczne(Nowe Alice In Chains, Megadeth, Black River) po różne ciekawostki, jak remake Wolfmana czy premiera polskiego Wilkołaka: Odrzuceni. Tego i dużo, dużo więcej powinno znaleźć się na tej stronie.

Zachęcam więc do czytania i serdeczne dzięki tym, którzy doczytali to do końca
Vrael