piątek, 28 sierpnia 2009

Oszustwo? To oddajcie stare Małpy!

Panie i panowie, przypada mi wątpliwy zaszczyt przedstawienia Wam czegoś, co w kategorii "Najnudniejszy Album Muzyczny 2009" miażdży przeciwników pod każdym względem. Tak tak, dobrze słyszycie, oto zespół, którego fanki byłby w stanie zabić za woreczek ziemi, po której stąpał wokalista tegoż zespołu. Oto prezentuję Wam...
Arctic Monkeys - "Humbug"
Nowa płyta Małp jest po prostu porażką na każdej linii. Inaczej nie mogę tego określić. Choć będzie ciężko, postaram się wymienić czemu ta płyta tak mnie zraziła.

Ok, zaczynamy przesłuchanie. Leci pierwszy kawałek... Wrażenie? Nudny. No dobra, gdyby był to zapychacz na "Favourite Worst Nightmare" Może bym się nie czepiał. Kompozycja niezbyt skomplikowana i nieciekawa. Jeśli chcieli nagrać spokojny kawałek, ok, jest wolny, jakby cichy, niby taki relaksujący. Tyle że po dwóch minutach staje się to denerwujące. I nagle, na koniec, jakaś wstawka, w której nawalanie losowo w instrumenty kończy utwór. Ballado-podobne coś zdecydowanie nie wyszło. Dobra lecimy dalej. Drugi utwór... Kopiuj wklej co napisałem przed chwilą. Kawałek jest zbudowany prawie identycznie. Nuda, zapychacz, masakra. Na koniec również bezsensowna wstawka instrumentalno-młóckowa. Z każdym kolejnym kawałkiem jestem coraz bardziej zawiedziony, a wręcz wkurzony. Przyznaję, czekałem na nowy album. I spodziewałem się czegoś lepszego. A tu wszystko jest nagrane jakby bez serca, w ogóle nie ma szału znanego z poprzednich płyt. Kompletnie nic nie wpada w ucho. W miarę dobrze zapamiętałem tylko pierwszy kawałek, bo tam jeszcze próbowałem się skupić. Potem już Wszystko brzmiało tak samo. Szybko przestałem rozróżniać, gdzie kończy się jeden kawałek a zaczyna następny. Jako całość oceniam to jako naprawdę niesamowite rozczarowanie i po prostu klapę. Jeśli natomiast rozłożyć to wszystko na części...
Nie wiem, co zrobili Alexowi, ale głos mu się zmienił, i to zdecydowanie na gorsze. Nie że fałszuje czy coś, ale totalnie zmienił ton i styl śpiewania. Jeśli chodzi o gitarę, to chyba za bardzo próbowali się podłączyć pod style funkowe. Niby fajna, ale zupełnie inna niż wcześniej, i na dłuższą metę przynudzająca. Basista znalazł naprawdę fajny rytm i za to trzeba go pochwalić. Natomiast za inspirację godzinnymi utworami techno nalezy go wykastrować. Bas ma identyczną linię na całej płycie. A nie, sory, na jednym kawałku trochę przyspieszył. Jedyny muzyk godny pochwały to Matt Helders, perkusista. Nie było to nic nadzwyczajnego, ale było dobre, a nawet bardzo. Zwłaszcza, jeśli porównać jego prace do reszty chłopaków z zespołu.
Podsumowując, płyty nie polecam w żadnym wypadku, zwłaszcza fanom Małp. Zawiedli mnie już drugi raz z rzędu(pierwszym zawodem był oczywiście koncert na Openerze), przez co zaczynają tracić mój szacunek. Jeśli wydadzą następną płytę, owszem, przesłucham. I wtedy zadecyduję, czy dla mnie skończyli się po dwóch albumach, czy jeszcze mają szansę na rekonwalescencję. Póki co, bliżej są tego pierwszego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz