sobota, 10 października 2009

Szarość i bezsens

Gatunek znany jako power metal zawsze kojarzył mi się bardzo dobrze. Wiadomo, Blind Guardian, Jag Panzer, Iced Earth, czego chcieć więcej? Otóż powstało całkiem sporo innych zespołów tego nurtu. Część dobra, część kiepska. Czasem upadali w otchłani kiepskich wytwórni i złego wyboru publiczności, czasem wzrastali do rozmiarów legend. Przykład tego drugiego przedstawię Wam za chwilę. Jak już się pewnie zorientowaliście, wcale nie będzie to ocena pozytywna. Oto...

Sonata Arctica "The Days Of Grays"

Tak. Okładka to najlepszy aspekt tej płyty. Sonaty słuchałem bardzo chętnie, podobał mi się ich styl. Ale to, co zaprezentowali nam na najnowszym wydawnictwie jest zdecydowanie poniżej poziomu zera. Jest po prostu zaskoczony i przesłuchałem materiał kilka razy tylko dlatego, że nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę. To brzmi jak podrzędne nagrania zespołu nieudolnie imitującego jakieś Mhrocznie-Gothyckie-Trv-Zespoły. Serio, jestem bardzo niemile zaskoczony, bo czekałem na ich nowy numer.
Poważnie się zastanawiam, czy to na pewno Sonata. Dla pewności sprawdzam na oficjalnej stronie. Ale wystarczy włączyć "Silence" i ten album, a każdy fan zespołu będzie miał wątpliwości. Ja po prostu czegoś tu nie rozumiem. Nawet nie wiem do końca, co mam recenzować. To jest po prostu beznadziejna płyta, ale postaram się to nieco rozwinąć. Zacznijmy od wrażenia ogólnego. Problem w tym, że nie doszedłem nigdzie do sedna sprawy, bo bariera kiepskich partii wokalnych i pomrocznych organów jest tak gęsta, że i piłą łańcuchową bym się nie przebił. Całość po prostu brzmi okropnie. Od strasznej jakości nagrań po kiepskie wykorzystanie instrumentów. Jak już mówiłem, partie wokalne zawiodły mnie straszne. Zazwyczaj duet Tony Kakko/Johanna Kurkela stanowił coś, czego chciało się słuchać, czasem nawet pomijając sekcję muzyczną. A tu kaput. Nie ma co prawda fałszu, ale chyba za dużo eksperymentowania. Często nie potrafię znaleźć związku pomiędzy dźwiękiem wydawanym przez gardła wokalistów a instrumentami. Czasem jedno idzie szybciej niż drugie, czasem w ogóle zwalnia, po czym przyśpiesza. Nie wiem, brzmi to okropnie. Mroczne organki już zdecydowanie nie pasują do konceptu zespołu. Nie tędy droga. To pasuje to garażowych "Gotyckich" zespołów, nie do szybkiego, melodyjnego i porywającego power metalu. Ci ludzie chyba dawno nie słuchali swoich własnych albumów sprzed kilku lat. A może po prostu mieli dość i chcieli nagrać coś nowego? Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Niech nagrają mi drugie "Silence", a może im wybaczę ten błąd. Nawet nie chce mi się opisywać pozostałych instrumentów. Dlaczego? Bo wszystkie brzmią równie beznadziejnie. Może gdyby grali to na żywo, wyszło by nieco lepiej.
To wydawnictwo mogę polecić jako idealne źródło czarnego i gryzącego dymu i ognisku lub kominku, ale nic więcej. Radzę zapomnieć i nie przesłuchiwać zanim będzie za późno. Darujcie sobie. A jeśli mnie zlekceważycie... To była tylko moja opinia i nie chcę nikomu wpływać na osąd. Tak czy tak, miłego słuchania innej płyty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz