Bardzo ciężko przekonać mnie do albumów koncertowych. Z natury nie lubię składaków, a wersja live bez wideo to po prostu składanka w kiepskiej jakoś. Większości po prostu brakuje tej energii, jaką niesie ze sobą prawdziwy koncert czy chociażby DVD z materiałem filmowym. Jak to dość często bywa, zostałem po raz kolejny bardzo mile zaskoczony. Zespół, za którego koncert byłbym w stanie dać niemałą górkę kasy dał mi coś, co długo będzie mi siedziało w głowie i na MP3. Jednak słowa powinny być tu ograniczone do absolutnego minimum, gdyż przedmiotem owego zaskoczenia jest...
65daysofstatic - "Escape From New York"


Koncertówka Dosów... To jest coś, obok czego nie można przejść obojętnie. Post-rockowa kapela dała nam znacznie więcej niż tylko zapis z występu. Tu rzadko słyszymy okrzyki rozentuzjazmowanego tłumu, nie ma długich przemów na temat dzieci głodujących w Afryce i dziury ozonowej, możecie zapomnieć o słabych wersjach starych hitów, tak bezczelnie skrzywdzonych przez kiepską jakość nagrania.
65daysofstatic, których oficjalna dyskografia wynosi trzy albumy studyjne, a nieoficjalna dorzuca 11 EP-ek, niestudyjnych nagrań czy płyt remixowych, dodali coś niepowtarzalnego. Na tym albumie dostajemy dziesięć niby starych kompozycji, ale za to zagranych zupełnie na nowo. Płyta brzmi jak ze studia, a nie bezpośrednio ze sceny. Jakość jest po prostu świetna, nie można się przyczepić do zostających w tyle instrumentów czy solówek, których usłyszenie wymaga podkręcania głośności do poziomu "Ściany Ci Pękają". To jest kilka znanych nam dobrze utworów, które dostały całkowicie nowe brzmienie, wydźwięk i przede wszystkim kupę świeżych pomysłów. Widać doskonale, że panowie doskonale bawią się na koncertach, opanowując sztukę muzyki psychodelicznej do perfekcji. "65 Doesn't Understand You", "Prime" czy "A Failsafe" to po prostu zupełnie nowe utwory, jedynie zbudowane na bazie i rytmie nie tak starych hitów grupy. Podobnie sytuacja ma się z resztą kawałków. Jedyne, czego można się lekko uczepić to "Radio Protector". Na całe szczęście można przymknąć na to oko, gdyż nie można przecież udoskonalić ideału. Instrumenty wszelakie oraz wariatów na nich grających można przyrównać do tornada, absolutnie nieprzewidywalnego, szalejącego ile tylko się da i przede wszystkim potężnego.
Płyta zawiera niesamowitą energię, jest bardzo pozytywna i generalnie rzecz biorąc ma gigantycznego plusa. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się trafić na ich koncert, bo jeśli jest jeszcze lepiej niż zaprezentowano na albumie (a jest na pewno), to pojawię się pod sceną choćbym miał wydać oszczędności, przebić się przez tłum "alternatywnej" dzieciarni i przepłynąć wpław Śniadrwy (a czemu nie? Jeziora są fajne). Co więcej, kolejnemu albumowi Dosów, o ile będą łaskawi w końcu go zapowiedzieć, mówimy zdecydowane: TAK!
65daysofstatic, których oficjalna dyskografia wynosi trzy albumy studyjne, a nieoficjalna dorzuca 11 EP-ek, niestudyjnych nagrań czy płyt remixowych, dodali coś niepowtarzalnego. Na tym albumie dostajemy dziesięć niby starych kompozycji, ale za to zagranych zupełnie na nowo. Płyta brzmi jak ze studia, a nie bezpośrednio ze sceny. Jakość jest po prostu świetna, nie można się przyczepić do zostających w tyle instrumentów czy solówek, których usłyszenie wymaga podkręcania głośności do poziomu "Ściany Ci Pękają". To jest kilka znanych nam dobrze utworów, które dostały całkowicie nowe brzmienie, wydźwięk i przede wszystkim kupę świeżych pomysłów. Widać doskonale, że panowie doskonale bawią się na koncertach, opanowując sztukę muzyki psychodelicznej do perfekcji. "65 Doesn't Understand You", "Prime" czy "A Failsafe" to po prostu zupełnie nowe utwory, jedynie zbudowane na bazie i rytmie nie tak starych hitów grupy. Podobnie sytuacja ma się z resztą kawałków. Jedyne, czego można się lekko uczepić to "Radio Protector". Na całe szczęście można przymknąć na to oko, gdyż nie można przecież udoskonalić ideału. Instrumenty wszelakie oraz wariatów na nich grających można przyrównać do tornada, absolutnie nieprzewidywalnego, szalejącego ile tylko się da i przede wszystkim potężnego.
Płyta zawiera niesamowitą energię, jest bardzo pozytywna i generalnie rzecz biorąc ma gigantycznego plusa. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się trafić na ich koncert, bo jeśli jest jeszcze lepiej niż zaprezentowano na albumie (a jest na pewno), to pojawię się pod sceną choćbym miał wydać oszczędności, przebić się przez tłum "alternatywnej" dzieciarni i przepłynąć wpław Śniadrwy (a czemu nie? Jeziora są fajne). Co więcej, kolejnemu albumowi Dosów, o ile będą łaskawi w końcu go zapowiedzieć, mówimy zdecydowane: TAK!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz