wtorek, 7 grudnia 2010

Powrót na Planetę Małp

Jak to jest, kiedy wersja rysunkowa Ciebie jest bardziej znana niż tym sam? O tym mogą opowiedzieć nam muzycy z jednego z najbardziej rozpoznawalnych zespołów na świecie. Czy im to przeszkadza? Jak sami mówią, absolutnie nie. Występowanie jako animowane postacie jest dla nich zabawą, a także zabawa w rysowanie, tworzenie historii, charakteru czy nawet rozwijanie swojej postaci to dla każdego z nich niesamowite przeżycie. Tak więc najpopularniejsza dziś czwórka wirtualnych muzyków, to jest 2D, Murdoc, Noodle i Russel przedstawiają...


Zupełnie nowa płyta, kompletnie inny styl, kolejna niesamowita historia. Do tego kampania reklamowa tak potężna, że aż zadziwia jej ogrom. Kompletna przebudowa strony gorillaz.com, seria krótkich reklamowych filmików, nowe teledyski będące częścią dalszych losów członków Gorillaz, no i najważniejsze, czyli kolejna zwariowana historia.

Od nagrania ostatniej płyty minęło kilka lat. Gitarzystka zespołu najprawdopodobniej zginęła, co widać w teledysku do "El Manana". Grupa się rozwiązała. Murdoc, który nie wywiązał się ze swoich układów z samym diabłem, jest teraz ścigany przez zawodowych zabójców. 2D zniknął, starając się wieść normalne życie ze swoimi fioletowymi włosami i czarnymi gałkami ocznymi, a Russel, przytłoczony duchami przeszłości zaszywa się z swojej piwnicy i zanika z nim kontakt. Murdoc odnajduje przypadkiem miejsce, na którym może zbudować swoją nową siedzibę: Plastikowa Plaża. "Miejsce zbudowane ze śmieci wyrzucanych przez ludzkość do morza na przestrzeni wieków, połączone smarami i olejami z niezliczonych katastrof. To miejsce najbardziejna świecie oddalone od jakiejkolwiek cywilizacji".

Tyle możemy się dowiedzieć z wywiadu z Damonem Albarnem, prawdziwym wokalistą Gorillaz, byłym wokalistą słynnego zespołu Blur. Razem z Jamiem Hewlett'em, basistą i założycielem kapeli zaprosili do nowego projektu 28 osób i dwie orkiestry, więc przedsięwzięcie było naprawdę ogromne. Wśród współpracowników szalonych twórców Gorillaz znaleźli się między innymi takie gwiazdy jak Snoop Dog, Bobby Womack, Mos Def czy Simon Tong. Prace nad albumem trwały półtora roku, i to rzuca się w uszy już po kilku utworach. Całość jest niesamowicie złożoną płytą, nie mamy tu nieskomplikowanych utworów jak "White Light" czy "M1A1" z poprzednich albumów. Zapomnieć możemy też o mocno rytmicznych, niemal rockowych utworach jak "Feel Good Inc.". Widać że takie czasy dla Albarna i spółki są już przeszłością. W tym wydawnictwie postawili na porządny koncept, dużą różnorodność prezentowanych kawałków i tak potężną ilość eksperymentów, że najzagorzalszym fanom muzyki awangardowej i elektronicznej kopara opada do podłogi. Co jak co, ale chowa się nawet Możdżer grający na pianinie przy pomocy mokrych ręczników i kartonie po mleku. To nie jest łatwa muzyka, i to trzeba zaznaczyć na samym początku. Zanim zabrałem się za recenzję, przesłuchałem płytkę 72 razy, a właśnie kończy się 73. Taki wynik przebija nawet "Antyszanty" Spiętego. Wszystko waha się od symfonicznej muzyki filmowej, przez rapowane utwory z potężną ilością syntezatorów aż po rozpierdlającą ściany elektronikę. Zaczynamy lekkim intrem brzmiącym jak z Gladiatora, po czym na Plastikowej Plaży grzecznie wita nas Snoop Dog. Wtedy też szybko przechodzimy do lekkiego rapu w "White Flag". Dopiero w czwartym utworze możemy usłyszeć genialny głos 2D, pełny zmian w tonacji i rytmie. Trzeba mu przyznać że w kombinowaniu ze swoim głosem jest absolutnym geniuszem. Razem z tym, jak płyta leci dalej możemy bez trudu poznać jej koncept. Pełno nawiązań do konsumpcyjnego stylu życia, zaśmiecania naszej planety czy po prostu ogólnej degradacji umysłowej ludzkości tworzy jedną całość razem z muzyką. Po dłuższym przysłuchiwaniu się w kolejne utwory muszę powiedzieć, że ta muzyka idealnie oddaje wszystkie te tematy. Brak czystego dźwięku gitary, automaty perkusyjne, zdecydowanie prowadzący w wielu utworach bas, tony syntezatorów i cała masa efektów tworzy niesamowite wrażenie, że ten album jest wręcz industrialny, urbanistyczny. Sama muzyka, nawet bez słów opowiada o mieście, rozleniwionym stylu życia i głupocie ludzi. Przyznaję, że kompozycje są po prostu dziełem najwyższego geniuszu, bo inaczej nie można określić tego zjawiska. Wszystko wydaje się zgrane w każdym, najmniejszym szczególe. Nie ma ani jednego niepasującego do reszty elementu. Oto naprawdę ambitna płyta. Nie jestem w stanie opisać nawet cząstki jej niesamowitości, do tego po prostu trzeba zdecydowanie i z zaparciem przysiąść, posłuchać i ocenić samemu. Łatwe to definitywnie nie jest, i takie na pewno jest założenie. Ma to być płyta ambitna, złożona, skomplikowana, nie pozostawiająca nic do dopowiedzenie, ale za to zostawiająca wiele tematów do dyskusji. Osobiście, jestem pozytywnie zszokowany, polecam każdemu, kto ma ochotę na dawkę porządnej muzyki w bliżej nieokreślonym stylu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz